Jak w kolanie dzieją się złe rzeczy i człowiek nie może biegać, a przy dłuższej jeździe na rowerze, moment kiedy wróci do biegania znowu się oddala, to sobie przypomina, że gdzieś tam w internetowym świecie założył sobie bloga - internetowy pamiętnik, czy internetowe lustro do którego może sobie poklikać.
Było dużo biegania, za mną 3 starty i całkiem niezły wynik na 10km - powtórzę na trzeźwo dzięki Frason*! ( o ile to czytasz) Ale żeby nie było, moje życie rowerowe nadal jest na wysokim poziomie, w domu 3 rowery, praca niby kawiarnia, ale w niej ciągle sprawy około-rowerowe i najbardziej rowerowe - chlanie i imprezy!
Poza tym, w Szczecinie, tym smutnym szarym, industrialnym mieście, które pewnemu rudzielcowi skojarzyło się z Mordorem (dzięki Maciej za opowieść) - mam bliziutko do Niemców i już czekam na zimę i śnieg i minusy, co to by znowu dać upust moim sadomasochistycznym upodobaniom i znowu pojechać se 150km do Świno.
Mógłbym pisać więcej, ale kogo tam interesują pijackie czy trzeźwe wyczyny, muszę spiąć dupę i pojeździć więcej, btw. muszę nawet skończyć mgr. ale chuj tam, notka ta jest po to żeby reszta świata dowiedziała się, że moje wyspiarskie ego dobrze czuje się w rowerowym i zielonym Szczecinie. Sorry Poznań.
Elo.
P.S. Niedługo naskrobię sprawozdanie z emocjonującego śledzenia bicia rekordu Jensa Voigta!
P.S2. Tak przeglądałem zdjęcia, które chciałem zamieścić do tego postu i postanowiłem polizać dupę, w szcz, jest świetna ekipa rowerowa z którą oprócz tego chlania i robienia im kanapek w mojej pracy, można zawsze pośmigać, do krwi czy nawet pęknięcia obręczy a co!
* Z tym się wiąże całkiem śmieszna opowieść o moim bieganiu. Tak w skrócie, kiedyś u Frasona nocowali jacyś rowerzyści, co to wybrzeżem chcieli sobie przejechać. Jako, że w mej miejscowości wiedzą, że lubię rowery i piwo, kolega zgarnął mnie z ulicy i tak znalazłem się w "gościach", gdzie gospodarz Frason, był w tiszercie Poznań Marathon. Stwierziłem, że przy piwku jest idealna aura do rozmowy i poznawania tajników biegania, od słowa do słowa, Frason stwierdził, że ma coś dla mnie i wrócił z nowiutką parą Asics'ów i kazał mi w nich zacząć biegać. Złoty gość! No i nic, musiałem spiąć dupę i tak właśnie wyszło, że bieganie całkiem nieźle weszło w moje życie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz