Człowiek zimą zbliża się do zwierząt. Nie chodzi tu o wycieczki do zoo czy przytulanie się do psa. Po prostu - 7-8h snu to mało, jak spać to najlepiej po 10-12h. Ale nie ma co przesadzać i nie wolno zawieszać roweru na kołku, czy ze szmateczką po raz setny polerować blat na lustro. Już nie wspominając o tchórzliwej emigracji na Cypr..Zima jest to jest zimno, białe lepkie gówno, sypie po oczach i to akurat z takim wiatrem, że każdy płatek śniegu wbija się w oczy niczym zardzewiała pinezka..Nie jest to miłe, tym bardziej, pedałując pod górkę mając na dupie wkurwionego Janusza w swojej szpachlowanej BMW. Ale cóż, trzeba zacisnąć zęby, zawsze przecież można się pocieszyć, że te Janusze tracą lata życia pierdząc w fotel i ciesząc się z ogrzewanego fotela, podczas gdy słodko tracą czas stojąc w korku.
Nie ma co, Szczecin to jednak ciekawe miasteczko, wpadasz do kumpla który siedzi w pracy, pijesz z nim herbę i mówisz - Jadę na Bukową, on na to - ekstra, robię sobie 3-4h wolnego i jadę z Tobą.
Dziś padło na Puszczę Bukową. Chwila moment i nagle jesteśmy na jakiejś dzielnicy willowej z domkami willowymi na wyspie Puckiej, cisza spokój, Bar KGB, oczywiście jak w pewnej książce zapisali - w Polsce nie umrzesz, wszędzie sklepy monopolowe. Niestety sielanka szybko przemieniła się w drogę szybkiego ruchu z dziurawym poboczem. No cóż, nie ma co, zawsze mogłoby się rozpadać i jebnąć przymrozkiem, a tak to kierowca ciężarówki nawet machnął w podziękowaniu że nie musiał jebać za nami 20km/h przez kilkaset metrów. No fakt, My pijemy, przeklinamy, ale jednak potrafimy się zachować i przepuścić gościa co to do dziatek i matki wali tym MAN'em do doma.
Zima jest to ciężko jest - 40km to prawdziwa walka, a po górach! Nad morzem? - kurwa Hardkor jakiś. Na dzień dobry, zaśnieżony szlak, w ryj, podejściem, bo nie podjazdem dostaliśmy - w RYJ. No ale co w dwójkę pojechaliśmy, to żaden nie mógł powiedzieć - jebać to wracam - trzeba było się spiąć i podjechać, poprowadzić, podjechać, wyjebać na bok i dalej pchać. A nagroda - kubek ciepłej herby z termosu i kanapka z serem. No dobra, nie tylko, jak się okazało cała ta walka to była tylko prawie chwilkę, potem nagle, kurczę, niezła ścieżka, dobrze zbity śnieg i nawet zjazdy były. Później trochę offroad'u i bach, jesteśmy nagle w Zdrojach.
Szybki powrót do Mordoru upłynął nam przy ostatnich blaskach zimowego słońca i przy pięknej melodii pędzących ciężarówek, i w sumie to micha się cieszyła, małe zwycięstwo, było ciężko, no ale co My nie damy rady?
No tak i jak na zimę przystało, zjadłem ziemniaki i znowu leże w łóżku, nie wiem czy zmęczony czy już chory.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz