wtorek, 28 stycznia 2014

Ulubione pytanie wszystkich forumowiczów rowerowych: "Jaki rower i za ile?".

Jak ma to być ciekawy blog wnoszący coś do całej masy różnych różniastych, pomyślałem, że na swoim przykładzie, opowiem o wyborze roweru. Z racji tego, że właśnie co zareklamowałem się wśród znajomych niekoniecznie obeznanych w temacie, to postaram się pisać w miarę zrozumiale, co by większość zrozumiała co to Cro-mo, Brooks itd.

Nikt nie odpowie na to pytanie lepiej niż sama osoba zainteresowana zakupem. Zaczynając przygodę z rowerem nikt nie potrzebuje od razu wyprawówki za tysiące złotych, bo przecież nikt od razu nie wsiada na rower i nie jedzie przez dwa lata do Afryki! No prawie nikt, wyjątkiem jest Emes (Michał Sałaban), ale to inna bajka i to jest WYJĄTEK! (http://north-south.info/pl/blog/)
Najpierw należy się zastanowić, gdzie chcemy jeździć na wycieczki/podróże? Czy interesują nas głównie asfalty i szutry, czy raczej bezdroża, czy wolimy koła 26 czy 28 calowe, czy chcemy mieć pozycję sportową, czy raczej bardziej wyprostowaną.

Decydując się na rower wiedziałem, że chce koła 28", geometria, trochę jak w góralu ale trochę jak w trekkingu, pół na pół a więc cross. Rower był "goły", ze średnią klasą osprzętu, dzięki temu nie był strasznie drogi, ale podobał mi się (no bo rower musi się podobać, żeby chcieć na nim jeździć). Z czasem dokupiłem bagażnik, błotniki, sakwy, wymieniłem siodełko na Brooks'a (takie siodło, robione ze skóry, w starym stylu, co po 200 km dopasowuje się do tyłka http://www.brooksengland.com/) no i kurcze, mam wyprawówkę. Co prawda, na różnych forach ciągną się wątki o wyższości ramy cro-mo (stal) nad aluminium, padają argumenty że daleko hen daleko można taką ramę pospawać u jakiegoś biednego Gruzina (choć mało słyszałem historii ilu osobom naprawdę pękła rama i udało się pospawać tak żeby móc dalej jeździć dookoła świata bez problemu), do tego klasyczna wyprawówka, lepiej żeby miała sztywny wideł niż amora, bo on to ciężki jest i jak się rozpieprzy gdzieś hen daleko u Gruzina to on już nic nie poradzi, bo pewnie nigdy nie widział czegoś takiego. No ale, zastanówcie, się. Kto z Was zakupi pierwszy rower i pojedzie na wyprawę 500 dniową? Oprócz Emesa?
No właśnie, tak więc lepiej nie szastać kasą, tylko kupić coś na czym mamy wygodną pozycję (bo lepiej naprawdę dosiąść różne rowery żeby dowiedzieć się jaka pozycja nas interesuje), ma w miarę przyzwoity osprzęt (to już można doczytać na wielu forach), z tym amorem to też jest chyba lepiej, bo drogi dziurawe, krawężniki wysokie, po szutrze i w lesie nawet po drodze pojeździmy. A z czasem i tak trzeba będzie dokonać pewnych zmian w rowerze, wtedy będzie pogląd czy odpowiada nam osprzęt czy chcemy coś z klasy wyższej, czy brakuje nam chwytu na kierownicy i potrzebujemy rogów, czy przyznamy rację, że z plecakiem to nie zabawa i plecy ciągle mokre, lepiej jednak będzie dokupić bagażnik i wrzucić kosz czy sakwę.

Kurde, czytam co tu napisałem i sam nie wiem czy coś rozjaśniłem w tym temacie..Wybór roweru to nie jest łatwa sprawa, ale trzeba pomyśleć, zastanowić się i nie sugerować się ceną i tylko słuchać co nam poleca sprzedawca!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz